DK Dorożkarnia, ul. Siekierkowska 28, 00-709 Warszawa
Kontakt
Uruchom wersję wysokiego kontrastu strony Powiększ wielkość textu na stronie

Projekty

Opowiadanie

Powiadają, że Siekierki były tam od zawsze. Że od setek lat leżały na obrzeżach miasta, skryte wśród drzew i nadwiślańskich szuwarów. Że po prostu ludzie rzadko się tam zapuszczali, bo nie leżały przy żadnym z ważnych szlaków. A z pływających po rzece barek niewiele było widać przez gęstwinę na brzegu.

Tak mogło być.

Inna opowieść mówi, że Siekierki wylały się z palety barw, upuszczonej przez jednego z aniołów. Wcześniej były tam jedynie trawy i rzeka. Zieleń i błękit.

Kiedy nieuważny Serafin upuścił swe farby, te rozlały się po równinie, stapiając jedna z drugą w jaskrawą gmatwaninę. Jednak w miarę upływu czasu wiatry i deszcze rozdzieliły je na nowo.

Kolory akwamarynu, lazuru i błękitu spłynęły wąskim strumykiem w stronę Wisły. Strumyk ten nazwano później Wilanówką. Za nimi popłynął żółty i beżowy, tworząc wokół potoku piaszczystą plażę. Barwy złota i szmaragdu rozmyły się w pola pszenicy, pastwiska i łąki. Tylko biel i brąz i czerwień trzymały się siebie tak mocno, że żadna siła nie była w stanie roznieść ich po okolicy. Żadna z burz i wichur, które przez lata przetoczyły się po tych terenach nie zdołała rozerwać ostatnich trzech kolorów z palety Anioła.

Aniołowi bardzo brakowało jego narzędzi. Długo włóczył się po raju, szukając innego zajęcia. Ale ani śpiewy w niebiańskim chórze, ani towarzystwo innych serafinów nie mogły zastąpić mu przyjemności, którą czerpał ze swoich malunków.
Porzucił więc skrzydła i aureolę, zapuścił brodę i odział znoszone szaty wędrowca. Przybrał imię Jakub, by ludzie mieli się do niego jak zwracać, a potem ruszył na poszukiwania upuszczonej palety.

Ziemia jednak okazała się znacznie większa, niż mu się z początku wydawało. Całymi latami poszukiwał śladów farb, kolorów z palety która niegdyś wypadła mu z rąk, ale gdziekolwiek nie trafił, nie mógł znaleźć po nich żadnego śladu. Widział stolice wielu krajów, budowle niemal tak piękne jak te w niebie, ale też te brzydkie, nad którymi unosiły się kłęby czarnego dymu. Spotykał ludzi o różnych kolorach twarzy, słyszał dziesiątki języków, w których mówili. A czasem zdawało mu się nawet, że gdzieś w oddali widzi któryś z odcieni ze swojej palety. Zawsze jednak było to tylko złudzenie.

Aż w końcu, pewnego razu, płynąc przez morze dostrzegł nitkę rozwodnionego błękitu, który był mu znajomy…

czytaj cały PROLOG (pdf)>>>

 

1_OPOWIESCI_SIEKIERKOWSKIE_PROLOG